Zastanowiłam się nad tym, co powiedział. Właściwie to mógłby u mnie przenocować, spałby na kanapie, dałabym mu koce. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, jacy głupi jesteśmy - załatwiliśmy, przynajmniej chwilowo pracownika wrogiej nam policji, a może i nawet Tyrell Corporation... A dlaczego nam? To proste - ja mam na pieńku z tymi idiotami, a skoro na chłopaka też polowali, to musiało coś nie grać. Postępują mądrze, przynajmniej jak na swój rozum, a więc raczej by go z kimś nie pomylili. Zwłaszcza, iż posiada rzadki kolor włosów (farbowane, czy nie, jest niemalże nienaturalny w takim wieku) oraz charakterystyczne, miłe dla oka rysy twarzy.
- Mogę ci pomóc, na razie musimy stąd spadać - oznajmiłam, na chwilę zastanawiając się, czy by nie ukryć gdzieś bezwładnego ciała wciąż żyjącego mężczyzny. Ale gdzie byśmy go zanieśli? Na klatkę schodową? Bardziej prawdopodobnie, że jeśli zostawimy go tak, nikt nie zauważy leżącej postaci. Ale jeśli ktoś wie, że to właśnie w tym miejscu się znajdowaliśmy, może być kiepsko. Mieliby na nas haczyk. Ale jednak, spadamy. Szkoda czasu, z resztą, i tak już gorzej być nie może, przynajmniej w moim wypadku - poszukiwana, ufajdana w ludzkiej krwi.
- Dzięki - uśmiechnął się z wyraźną ulgą na twarzy. Ludzie bywają dziwni... Zbiegliśmy truchtem po schodach, kierując się na parter, po czym w miarę spokojnym krokiem wyszliśmy z budynku. Wiedziałam, a przynajmniej takie miałam wrażenie, że idący obok chłopak panuje nad emocjami, to dobrze. Z przejętą miną zwraca się na siebie więcej uwagi, a tego właśnie chcemy uniknąć.
Poprowadziłam nas okrężną drogą, do bloku w którym mieszkałam, wchodząc tylnym wyjściem. Gdyby ktoś nas śledził, zauważylibyśmy go, w tej części budynki są wyższe i gdyby ktoś obserwował nas z ich dachu lub chociażby okien, dałoby się to bez problemu zobaczyć. Do tego aby nas śledzić, ten ktoś musiałby się narazić na nasz wzrok, gdyż w pobliżu nie ma żadnych przyzwoitych punktów, gdzie mógłby się ukryć.
- A tak przy okazji, jestem Abena - przedstawiłam się standardową procedurą, przekręcając klucz w zamku na trzecim piętrze. Ciemne, niemalże czarne drzwi ustąpiły przy lekkim naparciu na nie ciężarem swojego ciała, po czym weszliśmy do środka.
- Alan, miło mi - uśmiechnął się lekko, postarałam się odwzajemnić ten gest, niezbyt wiedząc, czy mi wychodzi. W każdym razie, należy teraz oprowadzić z grubsza swojego gościa.
- Możesz spać na kanapie, koc już na niej leży - wskazałam dłonią do pokoiku gościnnego. - Tutaj jest kuchnia, w razie czego bierz co chcesz, ale poza wodą mineralną oraz zupkami chińskimi nie znajdziesz chyba nic. Łazienka tutaj - wskazałam na pomieszczenie pomiędzy kuchnią, a jego tymczasowym miejscem do spania. - Mój pokój jest tutaj. Nie przestrasz się nieporządkiem. Aha, i jedyne co mam do ubrania dla ciebie, to męska bluza, długi rękaw, chyba będzie twój rozmiar - oznajmiłam przypominając sobie, jak kiedyś kupiłam ją sobie za dychę. Wygodna i właściwie, to nawet ładna, a czarny powinien mu pasować. Chociaż szczerze mówią, w kolorach nie mam zbytnio dużego doświadczenia. Nadal nie potrafię określić, co do siebie gra. Poza właśnie czernią, bielą oraz czerwienią (zwykle).
- Jasne, dzięki - uśmiechnął się. Skierowałam się do pokoju gościnnego, a on za mną. Zabrałam parę rzeczy i postawiłam je na starych pułkach. No tak, mieszkanie godne króla. Króla szczurów. Ale cóż poradzić, gdy mi to nie przeszkadza?
- Jesteś tutaj długo? Mówiłeś, że musisz się zapoznać z okolicą. Dużo tu chodzi wrogów, uwierz mi. Jak się nie postarasz, to cię zgarną, zwłaszcza, że już próbowali. Lubią obserwować z dachów oraz okien. Jak zobaczysz kogoś trzy razy z rzędu, to na dziewięćdziesiąt procent cię śledzi - powiedział mu grubsza, jak przedstawia się sytuacja.
<Alan? A pomogę>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz