Wszystko zdarzyło się zdecydowanie za szybko i zdecydowanie zbyt niespodziewanie. Być może winą za to obarczyć można było fakt, że poczułem się nazbyt bezpiecznie. Ot, trafiłem w miejsce, w którym mnie zaakceptowano i nie pytano o niewygodne dla mnie szczegóły. Mogłem się dostosować, uczyć, poznawać wszystko. Nie musiałem się o nic bać.
Strach jednak, jak się okazało, mógłby być bardzo przydatny. Być może gdybym się bał, nie wszedłbym tutaj, nie zwlekał tak bardzo i lepiej sprawdził czy aby na pewno znajdujące się za mną drzwi były otwarte. Jak się jednak okazało brak kłódki nie oznaczał ich gotowości do współpracy... Przekonałem się o tym akurat w momencie, w którym nieznajomy mi mężczyzna podążał w moją stronę z jawnymi już teraz zamiarami unieszkodliwienia mnie, unieruchomienia i pojmania. Zwyczajnie to wiedziałem. Po prostu widziałem w jego oczach ten zimny, rzeczowy rodzaj zainteresowania tak charakterystyczny ludziom, którym przyszło obcować z androidami, więcej, karać je i dyscyplinować.
Ułamek chwili, tylko tyle wystarczyło by mój zdjęty paniką umysł zarejestrował nieprzyjemny blask broni w dłoniach mężczyzny, który rzucił się w moją stronę. Huk, który rozległ się w tej samej chwili zaskoczył mnie. Nie tylko mnie, bo w następnej chwili mężczyzna padł na ziemię, uderzony masywnym drzwiami. Zaczął unosić się do pozycji stojącej, ale ja byłem szybszy. Doskoczyłem do niego i kopnąłem go. Nie wiem czy zrobiłem mu poważną krzywdę czy tylko pozbawiłem go przytomności. Nie wiedziałem nawet czy chcę go zabijać. Ceniłem swoje życie i nigdy nie pozbawiłem go nikogo, choć wiem, że dla mnie nikt nie byłby tak łaskawy. W końcu ludzie uważali, że skoro dali mi życie, to należy ono do nich. Nie zgadzałem się z tym. Chciałem żyć, bez względu na to, co oni o tym myśleli.
Spojrzałem na kobietę, która niewątpliwie przyszła mi z pomocą. Młoda, o drapieżnym wyglądzie kogoś, kto we krwi ma bunt. O włosach jaśniejszych niż moje. Nie można było odmówić jej urody, nawet w chwili, gdy usiadła ciężko na betonowej płycie dachu i uniosła na mnie spojrzenie.
- Co on od ciebie chciał? – spytała otwarcie, co było dla mnie kolejnym zaskoczeniem.
Nie wiedziałem czy powinienem jej odpowiadać. W ogóle coraz mniej rzeczy wiedziałem. Możliwym było, że mężczyzna, który właśnie niemal mnie złapał, nie był sam. Nie wiedziałem jak mnie poznał ani czy miał pewność kim jestem. Mój pozorny spokój został zakłócony i musiałem szybko wymyślić co z tym zrobić.
- Nie chcesz, nie mów – rzuciła dziewczyna i wstała.
- Poczekaj – poprosiłem. Skoro raz mi pomogła to istniała szansa, że zrobi to ponownie. Nikła i być może miałem trafić z deszczu pod rynnę, ale ona przynajmniej nie była uzbrojona, a droga ucieczki teraz faktycznie istniała. Musiałem zaryzykować. – Gdybym powiedział ci, że ktoś mnie ściga? Że potrzebuję pomocy… tylko jakiś czas, póki… nie poznam tego miejsca lepiej.
Spojrzałem na nią mając nadzieję, ze znów szczęście się do mnie uśmiechnie. Potrzebowałem tego. Ostatnie zdarzenie dało mi jasno znać, że wcale nie rozumiałem tego świata aż tak dobrze. Musiałem nauczyć się bronić przed takimi zdarzeniami. Rozpoznawać tych, którzy mi zagrażali.
<Stephanie? Pomożesz świeżakowi?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz