od Liselotte

Autor: Cząstki dziwne / Etykiety: + + / Brak komentarzy / Edit post
W powietrzu unosił się ostry zapach stęchlizny, połączony z słodką wonią tanich kadzidełek oraz alkoholu. Analogowy zegar leniwie wystukiwał sekundy, a szorstka kołdra przyjemnie drażniła nagie ciało.
Liselotte powoli otworzyła oczy i z przerażeniem zdała sobie sprawę, że wcale nie leży w swojej przestronnej sypialni, tylko jakimś ciasnym pomieszczeniu, gdzie jedynym meblem jest łóżko, a po podłodze walają się rozrzucone ubrania. Kobieta ostrożnie uniosła się na łokciach i spojrzała na leżącego obok niej mężczyznę wciąż pogrążonego we śnie. Horus Lobes wyglądał nad wyraz niewinnie z błogim wyrazem twarzy i kołdrą naciągniętą pod samą szyję. Liselotte od razu przypomniała sobie jak poprzedniej nocy wpadła na niego przez przypadek w barze i jak zupełnie spontanicznie trafili razem do łóżka. Znali się już od momentu kiedy Horus został szefem łowców, ale dopiero teraz pozwolił się jej zbliżyć w taki sposób. Klub, rozszalali ludzie, głośna muzyka i przyciemnione światła zagrały na korzyć kobiety.
Potrzebowała dosłownie kilku sekund by opracować dokładny plan działania, po czym bardzo powoli wstała z łóżka, zarzuciła na siebie hotelowy szlafrok i wygrzebała ze stery rozrzuconych ubrań swoją kopertówkę. Wyciągnęła z niej maseczkę z materiału filtrującego powietrze, którą od razu założyła oraz okrągłe pudełeczko wielkości paznokcia. Ostrożnie pochylając się nad śpiącym Horusem umieściła przedmiot jak najbliżej nosa mężczyzny. Już po chwili ledwo widoczny gaz usypiający zaczął unosić się ponad głowę łowcy androidów. Liselotte odczekała jeszcze parę sekund by mieć stuprocentową pewność, że Horus nagle się nie obudzi, po czym przykucnęła przy stercie ich rzeczy. Uważnie obszukała ubranie mężczyzny, ale prócz kilku monet i telefonu nie znalazła nic ciekawego. Zgrała więc tylko specjalnym urządzeniem wszystkie dane z jego komórki licząc, że może po przesłaniu ich do Tyrell Corporation uda się dowiedzieć czegoś przydatnego. Z pedantyczną precyzją odłożyła rzeczy na swoje miejsce i poszła do łazienki przebrać się oraz poprawić zdewastowany poprzednią nocą, makijaż. Wychodząc zabrała swoje okrągłe pudełeczko, nie zostawiając w zamian żadnej wiadomości. Mogła mieć tylko nadzieję, że Horus na to nie liczył.
____

Kilka dni później Liselotte siedziała na tylnej kanapie latającej taksówki i czytała wykaz ostatnich reklamacji złożonych na Nexusy-6. Był chłodny wieczór, a kobieta miała na sobie jedną ze swoich najdroższych i najbardziej eleganckich czarnych sukienek z głębokim dekoltem. Czekało ją kilka ważnych spotkań oraz załatwień, więc musiała wyglądać olśniewająco.
- Proszę pani, jesteśmy na miejscu - odezwał się nagle kierowca drżącym głosem zwalniając zamki w drzwiach. - Zaczekać na panią?
- Tak, byłoby miło. - Liselotte uśmiechnęła się szeroko, po czym wysiadła z pojazdu. - To zajmie mi dosłownie kilka sekund.
- Oczywiście. Proszę się nie śpieszyć - odparł żarliwie mężczyzna.
Główna siedziba Prosperity Log była olbrzymim wieżowcem, gdzie metal, beton i szkło przeplatały się nawzajem tworząc wymyślne kształty oraz ciężkie do objęcia umysłem, formy. Na ścianach drgały kolorowe hologramy reklamujące różne leki oraz substancje upiększające, a w powietrzu rozchodziła się odprężająca muzyka i kobiecy głos zachęcający do zapoznania się z ofertą firmy.
Za każdym razem kiedy Liselotte pojawiała się w głównym holu Prosperity Log, uderzała ją panująca tam biel. Ściany, podłoga, meble czy nawet kwiaty w tym samym bijącym po oczach kolorze. Z tej jednolitej masy wyłaniały się ludzkie sylwetki siedzące na kanapach bądź dyskutujące z hologramowymi doradcami.
Liselotte podeszła pewnym krokiem do recepcji i wyciągnęła z kopertówki metalowy przedmiot przypominający kształtem wieżę z zestawu szachów.
- Travis Hansen prosił mnie, żebym niezwłocznie dostarczyła to dokładnie do jego asystenta, ponieważ te dane są niezwykle ważne.  - Liselotte uśmiechnęła się szeroko odsłaniając swoje idealne zęby i wskazała metalowy przedmiot, kładąc jak zwykle nacisk na słowa klucze. Słowa, które sprawiały, że umysł ofiary pracował w odpowiedni sposób.
- Pani godność? - zapytała recepcjonistka. Nie czekając jednak na odpowiedz wywołała przez interkom Harry'ego Bentona.
- Liselotte Jollenbeck - rzuciła kobieta wygładzając swoją idealną czarną, sukienkę.
- Proszę zaczekać chwilę. To nie powinno potrwać długo. - Recepcjonistka wykrzywiła usta w czymś na kształt uśmiechu i wskazała jedną z sof. - Podać pani coś do picia? Kawa? Herbata? Może odżywczy koktajl?
- Nie ma takiej potrzeby. Ale dziękuję za propozycję. - Oddaliła się z gracją, pozostawiając z jakiegoś powodu rozgoryczoną recepcjonistkę.
Liselotte opierając się o jedną z śnieżnobiałych ścian zadzwoniła do Travisa, którzy odezwał się po trzecim sygnale.
- I jak kochanie? Udało się? - Po głosie dało się wyczuć, że mężczyzna jest niezwykle uradowany.
- Jeszcze tylko chwila. Czekam właśnie na Bentona w holu Prosperity Log. Powinien się zaraz pojawić. Dokładnie tak mi powiedziała recepcjonistka. - Liselotte nawinęła sobie kosmyk włosów na palec i udawała, że wcale nie dostrzega tych wszystkich wbijanych w nią spojrzeń.
- Cudownie, kotku. Słuchaj muszę kończyć. Mamy tu w Berlinie drobny problem z linią produkcyjną. Wiesz, masa pracy. Jestem padnięty.
- Opowiesz mi wszystko dokładnie jak wrócisz. To tylko kilka dni, na pewno dasz radę. Kocham cię, Travis.
- Ja ciebie też kocham. - Mężczyzna rozłączył się, a Liselotte dyskretnie odetchnęła z ulgą, wdzięczna, że ta konwersacja dobiegła wreszcie końca.
Nagle coś głośno huknęło i do holu wpadli dwaj uzbrojeni mężczyźni w kominiarkach. Następne w powietrze wzniósł się świst kul oraz rozpaczliwe wrzaski pełne bólu i przerażenia. Ludzie padali jak muchy pozostawiając czerwony ślad na białej posadzce, który wciąż rósł i wchłaniał inne. To była rzeź.
Liselotte w ostatnim momencie zdążyła położyć się płasko za jedną z sof, błagając by, żaden z napastników jej nie zauważył, albo chociaż nie dosięgnął świszczący nabój. Nagle ktoś upadł tuż obok kobiety, a krew z jego ran pokryła czarną sukienkę oraz bladą skórę Liselotte.
Strzelanina gwałtownie umilkła.
____

Zanim na miejscu zdążyli się pojawić łowcy androidów razem z policją i karetkami, Liselotte zadzwoniła do dwóch miejsc. Najpierw nagrała się Travisowi na pocztę głosową, że nic jej nie jest i skontaktuje się z nim po złożeniu zeznań. Następnie połączyła się z centralą Tyrell Corporation by poprosić o radę oraz dalsze instrukcje. W holu Prosperity Log leżał bowiem jeden z napastników z przestrzeloną przez ochroniarza, głową, z której cieknął czarny smolisty płyn, a wewnątrz rany łatwo dało się dostrzec kable i procesory. To bez wątpienia był android, ale nie wyprodukowała go Tyrell Corporation, ani żadna znana pomniejsza firma.
Centrala wydała Liselotte konkretne polecenia i kobiecie pozostało już tylko czekać na przyjazd służb.
Najpierw pojawiły się cztery karetki, z której wyskoczyli sanitariusze w odblaskowych kombinezonach. Jeden z nich próbował pomóc stojącej przed wejściem do holu, Liselotte. Na szczęście dość szybko dał się przekonać, że krew pokrywająca jej ciało jest cudza i mężczyzna dołączył do swoich kolegów wewnątrz Prosperity Log.
Policja przyjechała chwilę później. Funkcjonariusze zaczęli rozganiać gapiów (w tym taksówkarza), zabezpieczać teren odpowiednimi taśmami oraz zbierać dowody. Wszyscy zamarli jednak na moment, gdy z jednego ze spinnerów wyszedł szef łowców. Horus jak zwykle roztaczał wokół siebie atmosferę wyższości i grozy, a jego czujne oczy błyskawicznie lustrowały całą sytuację. Kiedy zniknął wewnątrz Prosperity Log, Liselotte wykrzywiła usta w czymś co było połączeniem uśmiechu i grymasu niezadowolenia. Przespała się z Horusem, to prawda, ale ta jedna noc nie gwarantowała przecież dobrej współpracy, a ona dostała właśnie zdanie, które tej współpracy wymagało. Problem stanowiło również jej ciało pokryte zakrzepłą krwią oraz rozburzona fryzura i lekkie rozstrojenie emocjonalne.
Horus wyszedł na zewnątrz po kilku minutach, a następnie rozmawiał chwilę z jakimiś funkcjonariuszami. Opanowany i stanowczy stanowił idealną przeciwwagę dla rozhisteryzowanych policjantów, którzy zachowywali się tak jakby co najmniej sami przeżyli moment ataku.
Szef łowców odwrócił się kończąc dyskusję i dopiero wówczas zobaczył Liselotte. Jeśli jej widok go zaskoczył to ewidentnie nie dał tego po sobie poznać. Podszedł do kobiety sprężystym krokiem i przytłoczył swoją aurą. Horus zdawał się jej wówczas niebotycznie wysoki. Mając buty na obcasie sięgała mu zaledwie do ramion, a może było to jedynie złudzenie. Szok po ostatnich zdarzeniach.
- Pani Jollenbeck - rzucił jak zwykle formalnie. 
- Pan Lobes. Gdyby tylko nie te okoliczności powiedziałabym, że miło pana widzieć. - Liselotte starała się dostroić do jego sposobu mówienia, ale kolana trzęsły jej się chyba zbyt intensywnie, a zakrzepła krew paliła skórę.
- Oddeleguję kogoś, żeby odwiózł panią na komendę. Tam spiszemy pani zeznania. Mamy też do dyspozycji dyżurnego psychologa, jeśli... . - Po słowach Horusa po plecach Liselotte przebiegł zimny pot. Więc zauważył, że jest słaba.
- Tak oczywiście - przerwała mu kobieta. - Teraz mam jednak do pana sprawę. - Zrobiła drobną pauzę czekając na reakcję Horusa, ale on wciąż milczał, więc Liselotte ponownie podjęła wątek. - Zabójcami były roboty jakiejś nieznanej firmy. A co jeśli jest ich więcej? Co jeśli będą atakować? Zaczną może wchodzić do domów i mordować dzieci? Zaczną dążyć do zabicia nas wszystkich? - mówiła kobieta utrzymując z Horusem stały kontakt wzrokowy, co wcale nie było takim prostym zadaniem. Spojrzenie jego intensywnie niebieskich oczu okazało się niewyobrażalnie ciężkie.
- Mogłaby pani dojść do sedna?
- Tyrell Corporation chce aby ktoś z firmy pomógł w rozwiązaniu tej sprawy. A dokładniej żebym ja pomogła, ponieważ mam duże doświadczenie zarówno z psychiką androidów jak i ich budową. Oczywiści dokładnie wypełnię wszystkie wymagane dokumenty. Dziewięćdziesiąt pięć procent akcji, w których pracownicy Tyrell Corporation współpracowali z łowcami zakończyła się sukcesem. To bardzo dobry wynik. - Liselotte postanowiła nie przypominać, że w historii takie sytuacje miały miejsce nie więcej niż dziesięć razy na tysiące spraw prowadzonych przez łowców.
- Porozmawiamy jeszcze na komisariacie - podsumował mężczyzna.
____

Niespełna godzinę później Liselotte pozbywszy się krwi i przekonawszy psychologa, że jego pomoc jest zbyteczna, została pokierowana do pedantycznie czystego oraz uporządkowanego biura. Horus pojawił się w nim zaledwie minutę później.

<To naprawdę jakiś ilościowy rekord ♥>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

© Agata for Wioska Szablonów