od Stéphanie c.d. Alana

Przygryzłam wargę, czy ponowne wychodzenie tego dnia skądkolwiek to dobry pomysł? Być może tym samym się narażamy, jednak oczywiście, chłopak miał rację. Lepiej, jeśli zawiadomi swoich o nieobecności. Jednak jedno pozostawało dla mnie niezrozumiała - dlaczego, u licha, nocować będzie u mnie, a nie u swoich? Błagam, żeby to nie była żadna pułapka. Jednak byłam na to przygotowana, nawet jeśli przeciwnik okaże się kimś wielce dobrym w swoim fachu, to jednak mam przewagę - wiem, gdzie leży potrzebna broń. Z resztą, android się nie męczy, to także jakieś ułatwienie, prawda?
- Pójdę z tobą, przy okazji pokarzę ci parę miejsc - oznajmiłam, łapiąc kluczyki od mieszkania i prowadząc do drzwi.
Idąc już ulicami miasta, pozwoliłam, by to on prowadził. W końcu, to nie ja znałam drogę. Rozejrzałam się na boki, starałam się zapamiętać charakterystyczne punkty, jakie mijaliśmy, zakręty, twarze ludzi. Nie ujrzałam nikogo dwa razy, i to mnie uspokajało. Zapowiadało się dobrze, całkiem dobrze.
- Po prawej jest kawiarenka, Music Café. Szyby są przyciemniane, od zewnątrz nie widać twarzy, a jeśli już, to trudno o szczegóły. Dobry punkt obserwacyjny - wskazałam głową na beżowy budynek mieszczący się po przeciwnej stronie ulicy, nawet gdy próbowałam wytężyć wzrok, nie potrafiłam dostrzec niczego prócz wszystkich zapełnionych stolików. I właśnie to był jedyny minus - popularność kawiarni, zwłaszcza wieczorami, zmuszała do zakupienia czegokolwiek na wynos. Jednak w razie czego, to i tak dobre schronienie, zwłaszcza, gdy stoi się tyłem.
- Okay - powiedział, chyba trochę przynudzałam. Ale cóż poradzić, gdy ścigają go jacyś idioci? Chyba, że to był tylko jednorazowy przypał, jednak czym mógł się zdradzić? Postawą? Wyglądem? Spojrzałam na twarz Alana, jego włosy to zdecydowanie najbardziej rzucający się szczegół wyglądu, do tego rysy twarzy. I choć powszechna, to jednak rozpoznawalna sylwetka. Nie wiem czemu, ale miałam wrażenie, że wpakuję się w niezłe gówno, i to nie sama. Chociaż może to dlatego, że jestem przewrażliwiona na temat policji, jakiejkolwiek innej agencji śledczej, a szczególnie Tyrell Corporation, jednak powody znane są jak na razie tylko mi i jej.
- A tutaj pracuję - ponownie wskazałam głową, tym razem na szary budynek, z widniejącą nad napisem "TATTOO STUDIO" namalowaną czarną farbą jaszczurką. Bardzo lubiłam tego gada - na przekór prosty, jednak kryjący w sobie tak wiele. Skinął głową na znak, że rozumie, po czym otworzył usta w taki sposób, jakby zaraz miał coś powiedzieć. Jednak żadne słowo nie wypłynęło z nich, najwidoczniej się rozmyślił.
Po parunastu minutach wędrówki, stanął, takze to zrobiłam.
- To tutaj - oznajmił.
- Idź, ja poczekam - powiedziałam, w końcu to jego ludzie, lepiej by było, gdybym nie rzucała się dodatkowo w oczy.

<Alan?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

© Agata for Wioska Szablonów